GRRM: Nie zamawiałem takiej przyszłości!

George R R Martin

George Martin podczas swego sierpniowego pobytu w Rosji udzielił wielu wywiadów. Pytania dość często odbiegały od tego, o co Martina najczęściej pytają dziennikarze, nic dziwnego więc, że i z odpowiedzi można dowiedzieć się czegoś nowego. Zapraszamy do lektury przekładu fragmentów wywiadu z Kinopoisk przeprowadzonego z Georgem Martinem podczas pobytu w Rosji w sierpniu 2017 r.

 

Kiedy wy, będąc już znanym pisarzem, nagle stajecie się supergwiazdą, dodatkowa sława może być uciążliwa. Ale George R. R. Martin, pomimo solidnego wieku (20 września skończył 69 lat) nie upada na duchu w walce z fanami i dziennikarzami. Rozwlekle odpowiada na pytania na konferencjach prasowych, żartuje z dziennikarzami podczas wywiadu, ale był wyraźnie przygnębiony, kiedy znów zapytano go o “Wichry Zimy”. Nie obawiajcie się, on dopisze cykl Pieśń Lodu i Ognia, bo gdy wy czytacie te linijki, Martin siedzi za notebookiem i każdym uderzeniem po klawiszach zbliża waszą ukochaną postać do śmierci. Z drugiej strony może wydawać się, że Martin nie poczynił postępu, ani linijki. Przybywszy do Rosji z Finlandii, pojechał do Wyborga, popatrzył na zamek, przeprowadził sesję z autografami z Petersburgu, później pojechał na konwent. I to wszystko w tydzień.

Martin i kino

- Parę lat temu kupił pan kino Jean Cocteau. Dlaczego zdecydował się pan zostać właścicielem kina?
– Sam nie wiem. Taka oto zachcianka. Lubię kino, a Cocteau było pierwszym kinem studyjnym w Santa Fe, gdzie mieszkam. Na przestrzeni lat obejrzałem tam bardzo wiele filmów – od 1979 roku, kiedy przyjechałem do tego miasta, aż do 2006 roku, kiedy zamknięto kino. Cocteau znajduje się w niewielkiej odległości od mojego domu.
- Wygodnie.
- Tak, chodziłem do Jean Cocteau kilka razy w tygodniu. Kiedy je zamknięto, pomyślałem: “wielka szkoda, na pewno ktoś je otworzy”. To było odlotowe kino. Kolejny raz przejeżdżałem obok i przyszła mi do głowy myśl: A może ja bym je otworzył? Mogę! Sprawdziłem – okazało się, że budynek był wystawiony na sprzedaż, przy czym jest on dosyć wielki, kino zajmowało tylko część. I tak oto kupiłem budynek, wynająłem pomieszczenia pod biura i od nowa otworzyłem kino. To było w 2013 roku. Okazało się to bardzo zajmujące. Wzbogacić się na tym nie można: Jean Cocteau – kino niezależne, z trudem wiąże koniec z końcem. Ale to jest ważne dla mieszkańców miasta. Lubię filmy, lubię, gdy dużo ludzi chodzi do kina. Pokazujemy różne filmy – nowoczesne i stare. Urządzamy koncerty, stand-upy, zapraszamy iluzjonistów. Pisarze przyjeżdżają na spotkania z czytelnikami. Myślę, że to jest dobre. Powinienem pomagać swojej okolicy.
- Patrząc na rozkład, dziś puszczają “Opowieść podręcznej”, reżyseria: Volker Schlöndorff.
- O, pięknie!
- Bardzo ważna historia na dzisiejsze czasy.
- Tak, być może. I nakręcono serial na podstawie książki. Teraz wszyscy go oglądają, a ja pomyślałem, że byłoby nieźle pokazać film. Robert Duvall wypadł wspaniale. Dobry film, widziałem go wiele lat temu.
- Czyli lubi pan kino niezależne?
- Nie powiedziałbym. Lubię kino studyjne, ale i mainstream. Jean Cocteau to bardzo eklektyczne kino. Pokazujemy autorskie filmy, zagraniczne z napisami, ale i amerykańską klasykę – nieme filmy, musicale lat 30., fantastykę lat 50., 60., 70., którą lubię. Ale jest i u nas nowoczesne kino. Kiedy wyjeżdżałem, puszczaliśmy “Dunkierkę”. U nas nadal funkcjonuje projektor filmowy. Znajdował się w kinie, gdy je kupiłem. Rozumiałem, że w naszych czasach potrzebny jest cyfrowy projektor. Kupiłem go, postawiłem, ale starego nie wyrzucałem. Okazało się, że jest bardzo pożyteczny w pewnych przypadkach. Christopher Nolan jest jednym z nielicznych reżyserów, który lubi stare projektory. I on podarował naszemu małemu kinu kopię filmu na taśmie. Byliśmy bardzo zadowoleni.

Martin i humor

- Na liście pana ulubionych filmów znajduje się “Monthy Python i Święty Graal”. Może warto w “Grze o Tron” zamienić konie na ludzi ze skorupą kokosa?
– Wiecie, właściwie można. Z filmowaniem koni jest bardzo ciężko – bardzo skomplikowane jest zmuszenie konia do wykonania potrzebnego działania. Pamiętam, jak filmowaliśmy w Maroku i był taki trick: koń skacze przez ogień. Bezskutecznie. Koń w żaden sposób nie chciał skakać. Proszę mieć na względzie, że był to koń-kaskader, nauczony takich rzeczy. “Nie, przez to skakać nie będę! Tam jest gorąco, coś pali się, jadę stąd”. Cofa się do tyłu i koniec. Dziesięć razy próbowaliśmy. Reżyser powiedział: “Zgaście ogień. Niech skacze przez gnijące gałęzie. Ogień dodamy w postprodukcji”. A koń mimo to nie skoczył! “Nie, mnie nie oszukasz. Pamiętam, tam było gorąco, samemu proszę skakać przez te kijki!” Konie mają mózgi, w odróżnieniu od kokosowej skorupy! Skorupa zrobi to co wymyślimy!
Monthy Python to klasyk brytyjskiego humoru. Jak pan myśli, czym różni się brytyjski humor od amerykańskiego?
- Brytyjski humor jest ostrzejszy. Czasami bywa bezlitosny. Weźmy dla przykładu Ricky Gervaisa. On walił wprost. Oglądaliście serial “Statyści”? Szalenie śmieszny serial, ale jednocześnie bardzo okrutny! Amerykański humor, zazwyczaj, jest znacznie delikatniejszy.

Martin i Guillermo del Toro

U nas regularnie publikują newsy o pana przyszłych projektach: “Dzikie Karty”, “Obrót Skórą”, “Nightflyers”. A co z “Fevre Dream”?
– Prawa do ekranizacji „Fevre Dream” były kilkakrotnie kupowane przez różne studia. Gdy film nie został nakręcony, prawa wracały do mnie. W 1990 r. Hollywood Pictures (stworzone przy studiu Disneya do filmowania poważnego kina) wykupiło prawa i wynajęło mnie do napisania scenariusza. Ale niestety HP zamknęło się i anulowało wszystkie swoje projekty. Prawa znów wróciły do mnie. Ale scenariusz nadal jest własnością Disneya. Trzeba by go wykupić. Właściwie oni nie chcą za ten scenariusz dużo pieniędzy – prawdopodobnie go wykupię. W ogóle nie udało się nikogo zainteresować tym projektem. Parę lat temu mieliśmy ciekawe spotkanie z Guillermo del Toro, ale z nieznanych przyczyn nie doszło do finalizacji przedsięwzięcia. Bardzo mi zależało, żeby to on nakręcił film według mojego scenariusza. Ale to Hollywood. Różnie bywa.

Martin i wampiry

Wampiry, które powstają według zasady podobnej rozprzestrzenianiu się wirusa, w sposób całkowicie niekontrolowany, u pana w “Fevre Dream” są bardziej zbliżone do zwierząt. Dlaczego takimi je pan uczynił?
– Na długo przed fantasy i horrorem, pisałem SF. Wyrosłem na fantastyce. Za jaki gatunek bym się nie brał, moje korzenie dają o sobie znać. Zawsze próbuję znaleźć sens, racjonalizować następstwa. Lubię mitologię wampirów. Ale jest w nich coś, co zawsze wydawało mi się dziwnym z punktu widzenia logiki. Jeśli każdego, kogo ukąsi wampir, staje się wampirem, to zgodnie z prawem geometrycznego postępu cały świat za kilka tygodni zostanie zaludniony wampirami. Nie może tak być, żeby „od tak” przemieniać się w wampira. Albo historia z nieodbijaniem się wampirów w lustrach. Mimowolnie zastanawiasz się, dlaczego one się nie obijają. Znalazłem dwa różne warianty odpowiedzi. Pierwszy: w lustrze odbija się dusza człowieka, a wampiry są istotami bezdusznymi. Taka teoria jest do przyjęcia, jeśli wierzycie w obecność duszy. Ale ja będąc pisarzem fantastą wiem, że odbicie w lustrze kształtuje się światłem, a dusza nie ma nic do tego. Druga teoria jest jeszcze głupsza: lustra robione są ze srebra, a srebrem przekupiono Judasza. Więc Bóg umówił się ze srebrem, żeby ono nigdy nie odbijało niczego złego. Jakie brednie! Jak Bóg mógł umówić się ze srebrem? Przecież to metal! I srebro odpowiedziało mu: „Okej, więc nie będę odbijać niczego złego”? Rezultat był taki, że odbijało zło, ale wampirów nadal nie było widać. Ja odrzuciłem te założenia i zdecydowałem, że moje wampiry odbijają się w lustrach, przecinają bieżącą wodę – innymi słowy, one są nadprzyrodzonymi istotami, ale podporządkowują się prawom fizyki i logiki. A to co? Rosyjskie wydanie “Fevre Dream”? Mogę zobaczyć?
(Pisarz z zainteresowaniem ogląda rosyjską wersję komiksu “Fevre Dream”, po czym przekazuje asystentce do sfotografowania ze słowami: “Chcę to mieć w swojej kolekcji”)

Martin i komiksy

- W Rosji popularne jest przekonanie, że komiksy są dla dzieci, a dorośli ludzie nie powinni się nimi zajmować.
– Totalna bzdura. Od dzieciństwa interesuję się komiksami i byłem ich fanem na długo, zanim zostałem pisarzem. W tamtych czasach spierano się z opiniami, że komiksy są tylko dla dzieci. Myślałem, że z tym mitem skończono dawno. Dzieci nie czytają teraz komiksów, ich interesują kreskówki i gry video. W obecnych czasach branża komiksu funkcjonuje dzięki dorosłym kolekcjonerom.

Martin i “Guardians: Misja superbohaterów”

- Pamiętam, jak u pana na blogu pojawił się post w obronie “Ant-Mana”.
– Uwielbiam ten film! To jeden z moich ulubionych filmów o superbohaterach! Podobnie jak Stana Lee. To wspaniałe gdy taka mała postać jest w stanie zrobić tak dużo. Mrówki ogólnie są bardzo zdolne. A czy pan widział film o rosyjskich superbohaterach? Widziałem trailer. Jak on tam się nazywał? “Obrońcy”?
O, pewnie, *** *** (niezbyt dobry film – przyp. redakcji). Niech pan go nie ogląda! Trailer był dobry, to prawda.
– Bardzo mi się podobał trailer.
- A w filmie nie ma scenariusza, nie ma rozwoju postaci, niczego!
- Wszyscy Rosjanie mi to mówią! Chyba nie będę wyświetlać go w swoim kinie.
(Podobno Martinowi spodobał się niedźwiedź z traileru “Guardians”)

Martin i Comic Con

- Podobno był pan jednym z pierwszych zarejestrowanych zwiedzających pierwszego Comic Con w Nowym Jorku.
– Byłem pierwszy! Wydaje mi się, że był to rok 1964. Organizowała go para młodych ludzi. I ja byłem wówczas bardzo młody. Ten Comic Con trwał zaledwie jeden dzień. Wynajęto malutkie pomieszczenie w tanim hotelu w Greenwich Village. A ja byłem pierwszym uczestnikiem, który wysłał 75 centów za wejściówkę. Na liście jestem zaznaczony numerem jeden. Wsiadłem w autobus w New Jersey, gdzie wówczas mieszkałem i pojechałem do Nowego Jorku. Było fajnie! Może i w jednym pomieszczeniu, ale przyjechała Flo Steinberg [Wspaniała Flo, sekretarka Stana Lee, która zapoczątkowała wydawanie niezależnych komiksów – przyp. redakcji] i, co bardziej niesamowite, Steve Ditko [rysownik, pracował ze Stanem Lee nad Spidermanem i innymi bohaterami Marvela – przyp. redakcji]. Podszedłem do Steve’a i porozmawiałem z nim. Wydaje mi się, że on później nie przyjechał na żaden Comic Con.
Comic Con znacznie się zmienił przez ostatnie 50 lat.
- Tak, teraz do San-Diego przyjeżdża 150 000 ludzi każdego roku! Nas wtedy było nie więcej jak 30!

Martin i rebooty

Pracował pan nad serialem “Strefa Mroku”.
– Jak najbardziej, nad jego drugą wersją, która wyszła w latach 80. To była moja pierwsza praca dla telewizji.
Hollywood chce ponownie zrealizować ten serial.
– To będzie jego piąta wersja.
Nie wydaje się panu, że serial zbyt mocno jest związany z początkiem lat 60, dlatego nie będzie można go uruchomić ponownie?
- Niestety, telewizja lubi wszystkie te rebooty, ponieważ widzowie ciepło wspominają oryginał, dlatego projekt ma gwarantowanego widza. Taki jest tok myślenia: weźmiemy coś, co kiedyś cieszyło się popularnością i zrobimy reboot. Możliwe, że stanie się popularny, a może i nie, ale na pewno nie będzie porażką. Ktoś to obejrzy, bazując na wspomnieniach. “Strefa Mroku” nad którą pracowałem pokazała, jak trudno było odtworzyć atmosferę oryginalnego serialu. Stacja postawiła przed scenarzystami niewykonalne zadanie – skopiować stare odcinki ze wszystkimi finałowymi twistami. Ale do tego czasu widz stał się bardziej wymagający niż w 1959 roku, kiedy emitowano pierwszą wersję. Teraz te zwroty akcji nie zadziałają, biorąc pod uwagę fakt, iż wielu widziało oryginał. A my próbujemy robić nową wersję i osiągnąć taką samą reakcję, jak przy pierwszej. Nie, nic z tego nie wyjdzie. Zresztą, przetrwaliśmy dwa lata. Myślę, że nawet nieźle wyszło. Wypuścili kilka niezłych sezonów.

Martin i przyszłość

Czy świat nadal pana zaskakuje?
– Chyba tak. Piszę opowieści o ludziach, którzy wysyłają wiadomości, przywiązując je do łap kruków, a funkcjonuję w zupełnie innym świecie. W dzieciństwie czytałem fantastykę i komiksy, potem zacząłem tworzyć opowiadania, a przyszłość, którą przedstawiłem, mocno różniła się od naszej przyszłości. Marzyliśmy o kolonizacji Marsa, latających samochodach, jetpackach, fermach oceanicznych. Ale nie mogliśmy nawet przedstawić internetu! Twittera nikt nie mógł przewidzieć! Czasami wydaje mi się, że żyję w jakiejś nieprawidłowej przyszłości. Nie zamawiałem takiej przyszłości! Prosiłem o latające samochody.

Martin i memy

Mam w Niemczech przyjaciela, który robi cosplay jako pan. [pokazuje zdjęcie]
– O masz! A w jego książce jest mój prawdziwy podpis?
- Tak, to on na niemieckim konwencie. Co by pan polecił mu dla poprawy cosplay’u?
- A gdzie szelki? Nie widzę szelek!
Pod marynarką.
- Ta marynarka jest zbędna. Trzeba ją zdjąć! Noszę marynarki tylko wtedy, gdy wkładam garnitur. Na co dzień wolę koszulki.
Teraz jest tyle memów o panu. Dla przykładu, na dniach ukazał się ten:

kinopoisk.ru

[Panie Boże, wydaje się, że nikt nie czyta Biblii.
Co?!
Przecież włączyłem do niej wszystko, co lubią ludzie: seks, przemoc, śmierć. Dlaczego przestali ją czytać?
Nie wiem. Może zrobiła się przestarzała?
Rozumiem.
Cóż pora wrócić na ziemię.
I napisać inną książkę, bardziej brutalną!]

(Martin śmieje się) - Bardzo miłe! Zabawny komiks. Tak naprawdę nie twierdzę, że Pieśń Lodu i Ognia jest ostrzejsza od Biblii. Czytałem Biblię. Tam jest znacznie więcej gwałtu, ludobójstwa, miast zmiecionych z powierzchni ziemi. Nawet nikogo w słup soli nie zmieniłem. U mnie niedźwiedzie nie rozrywają na części dziewczynek. Możliwe, że to dodam, ale na tą chwile tego nie ma w PLiO.
Jest jeszcze taka teoria, że Jon Snow nie umrze, ponieważ Kit Harrington jest bardzo podobny do pana z czasów młodości.

kinopoisk.ru

– O, to widziałem!
Czyli jest to po części prawda?
(Martin chytrze się uśmiecha) –
No, ja nie wiem! Nawet nie wiem, skąd oni wzięli to zdjęcie! Nie pamiętam go!
- To internet, tam wszystko można znaleźć.

Martin i dziury fabularne

Co by pan powiedział ludziom, którzy lubią wyszukiwać w pana książkach dziury fabularne?
– Skoro im się to podoba, to niech szukają. Jestem przekonany, że w mojej historii są błędy. Nie jestem Panem Bogiem, popełniam błędy, a fani sygnalizują mi je. Na przykład, mam spory problem z oczami. Stale zapominam kto ma oczy jakiego koloru, mogę poplątać. Ktoś zauważył, że moje konie zmieniają płeć. Coż poradzić, kiepsko u mnie z płcią koni!

Martin i czytanie

Kiedy znajduje pan czas na czytanie?
– Gdy podróżuję po świecie. Leciałem tu – czytałem. Czasami wieczorami w hotelu czytam. W domu czytam przed snem godzinę lub dwie. Czasami, kiedy trafi się interesująca książka, mogę przesiedzieć z nią całą noc. Uwielbiam, kiedy tak się dzieje. Następnego dnia, oczywiście, bywa ciężko, ale teraz rzadko trafiają mi się książki, od których nie mogę się oderwać. Mówię sobie: “Na dzisiaj koniec, ostatni rozdział!” Potem jeszcze jeden i jeszcze jeden. Dobrze jest czytać w nocy.

Martin i smoki

Który smok w historii popkultury najbardziej się panu podoba?
– Oczywiście Smaug Tolkiena jest kandydatem na mojego ulubieńca. Imponujący. Ale moim osobistym faworytem jest smok z filmu z lat 80. “Dragonslayer” – Vermithrax Pejorative. Przed nim lepszych smoków w filmach nie było, a po około dwudziestu, trzydziestu latach od premiery nikt go nie przebił, do czasu gdy Weta Digital zrobiło Smauga. Vermithrax był robiony po staremu – efekty specjalne bez komputerów. On nie mówił, ale był dosyć drapieżnym smokiem. A jakie ma imię! Vermithrax Pejorative! Świetne imię dla smoka! “Dragonslayer” – bardzo niedoceniony film.
- Wielu lubi Draco z “Ostatniego Smoka”. Głos podkładał mu Sean Connery.
Nienawidzę go! Sean Connery jest świetny, ale ten smok nie wzbiłby się w powietrze. Gruby, rozdęty, z małymi skrzydłami. Na dodatek z czterema łapami. Wolę smoki z dwoma łapami. Żeby przednie łapy tworzyły skrzydła. Kiedy smok ma cztery łapy to z punktu widzenia anatomii jest to kompletna bzdura. Fantastyka podporządkowuje się logice. A ten film jest taki sobie. “Dragonslayer” – znacznie lepszy!
To znaczy, że smoki to takie latające, sprytne, złośliwe maszyny do zabijania?
Tak! Smoki powinny latać! Nie wolno przyczepić malutkich skrzydełek do tłustej jaszczurki i zakładać, że ona poleci! Niezbędne są potężne mięśnie, ogromne skrzydła, żeby podtrzymywać taką wagę.

Martin i śmierć

Proszę przede wszystkim nie zabijać więcej smoków.
– W historii Westeros zginęło bardzo dużo smoków. Targaryenowie zaczynali wojnę z 17 smokami, a zostało im trzy. Smoki to niesamowite bestie, ale nie są nieśmiertelne.
Dlaczego widzowie skłonni są bardziej żałować wilkorów i smoków, niż postaci które giną?
– Im żal zwierząt. Gdy w pierwszym sezonie zmarła wilkorzyca Lady, to rozstroiło kilka tysięcy ludzi. Ale w tym samym odcinku zginął chłopiec od rzeźnika. Ale nikomu nie było go żal. Pomyśleli – zabito jakiegoś głupiego chłopaka. Ale jak zabijają wilkora – otrzymuję górę listów ze słowami: “Jak mógł pan to zrobić?”
Tylko nie wprowadzajcie do fabuły kotków. Internet nie wybaczy śmierci kotków!(Martin śmieje się)

 

źródło: https://www.kinopoisk.ru/interview/3024260/
Rozmawiała Tatiana Szorochowa
tłum. Mya Stone
fot. archiw.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>