Jak leczą i trują w Pieśni Lodu i Ognia

pycelle

Kto leczy w Westeros bądź Essos? I czym? Kto ma wiedzę o medykamentach czy …truciznach? Wiele, wiele postaci. Od czasu do czasu ma możliwość czytelnik w trakcie poznawania świata Pieśni Lodu i Ognia zetknąć się z trudną sztuką uzdrawiania. Poniższy tekst spróbuje odsłonić kulisy stosowania przeróżnych maści, eliksirów, naparów, tynktur, jadów, kataplazm, papek, proszków i innych środków leczniczych …bądź nie do końca leczniczych stosowanych przez bohaterów sagi.

Gdzie szukać wiarygodnych informacji o sagowych medykamentach? Truciciele do wynajęcia z rozległą wiedzą to na przykład Ludzie Bez Twarzy z Braavos. Czy potrafią również leczyć jak braavoscy uzdrowiciele z Domu Czerwonych Dłoni? Usługi skrytobójcze Ludzi Bez Twarzy są bardzo kosztowne, więc i leczenie byłoby z ich strony najpewniej zbyt drogie.

Czy wiesz, ile by trzeba im zapłacić? – zapytał Littlefinger. – Za połowę ceny dostaniesz armię zwykłych najemników, a mam na myśli cenę za kupca. Wolę się nie zastanawiać, ile by zażądali za księżniczkę.[i]

Dla czytelnika informacje pochodzące z Domu Czerni i Bieli są bardzo cenne. Kto jeszcze może być uznany za wiarygodne źródło? Czytając o pracy przeróżnych maesterów przewijających się na kartach powieści można wskazać z pewnością na nich. Jedni maesterzy wiedzą bardzo wiele o leczeniu, inni jednak …nie tak wiele. Jedni preferują tradycyjne metody, inni …eksperymentują. Skąd czerpią swoją wiedzę? To w Cytadeli w Starym Mieście szkolą się ci przyszli maesterzy – ludzie nauki. Zgłębiają tam między innymi szeroko pojęty temat lecznictwa – egzaminującym nowicjuszy i akolitów w czasach sagi jest arcymaester Ebrose od srebrnego ogniwa. Im więcej srebrnych ogniw w łańcuchu maestera, tym jego wiedza o leczeniu zapewne jest większa. Jednak maesterzy obok wielu swoich różnych obowiązków leczą głównie w westeroskich zamkach. Zostać maesterem nie każdy potrafi i …nie każdy się odważy. Być może byli liczni w Westeros i tacy, którzy z niepełnym maesterskim wykształceniem zarabiali na życie świadcząc usługi lecznicze w miastach, miasteczkach i wsiach.

Ebrose mógł uważać, że Pate nie zasługuje na srebrne ogniwo, ale chłopak potrafił nastawić złamaną kość i zbić gorączkę, używając pijawek. Prostaczkowie będą mu wdzięczni za pomoc. Jeśli nauczy się strzyc włosy i golić brody, będzie mógł nawet zostać balwierzem.[ii]

Leczeniem zajmuje się w świecie PLiO zatem wiele osób. Specyfika regionów i przekazywana wiedza z pokolenia na pokolenie gra tutaj niemałą rolę. Każdemu udzielana jest pomoc wedle możliwości i potrzeb. Być może również przedstawiciele Wiary w Siedmiu świadczą pewien zakres usług leczniczych w Westeros – zarówno septoni, bracia zakonni (jak Starszy Brat z Cichej Wyspy) czy milczące siostry zajmujące się zmarłymi posiadają pewien zakres wiedzy medycznej. Kobiety mogą z pewnością być położnymi. W miastach przy domach Matki być może są dla mieszczan udzielane usługi lecznicze. Istnieją również tzw. nastawiacze kości oraz balwierze zajmujący się m.in. wyrywaniem zębów czy wszelkiej maści znachorzy (np. „wędrowni czarodzieje”) i znachorki, gdyż są także wzmianki w sadze o leśnych wiedźmach czy zielarkach. W Dorne ze swych zdolności leczniczych słyną sieroty z Zielonej Krwi. W rozległym Essos leczeniem zajmują się m.in. tak zwane maegi wśród Lhazarów, a księżycowi śpiewacy ludu Jogos Nhai znają pieśni na narodziny. W Braavos spotkać można uzdrowicieli o haftowanych szatach w czerwono-białe spirale. Oddani R’hllorowi czerwoni kapłani i kapłanki zapewne również uczą się m.in. trudnej sztuki uzdrawiania.[iii] Waleczni Dothrakowie preferują swoje kuracje i na swój sposób organizują dla siebie leczenie.

Khalasar miał dwa rodzaju uzdrowicieli: niepłodne kobiety i eunuchów niewolników. Zielarki używały zaklęć i mikstur, eunuchowie posługiwali się nożem, igłą i ogniem.[iv]

Wspominane są w sadze również Niebieskie Gracje zajmujące się leczeniem ludności Meereen w Świątyni Gracji. Mają one wiele pracy z powodu epidemii krwawej dyzenterii, która ogarnia Zatokę Niewolniczą pod rządami Daenerys z rodu Targaryenów.

Opowieść zaczął Szary Robak.

– Przybył razem z porannymi mgłami, jeździec na białym wierzchowcu, konający. Jego klacz chwiała się, zbliżając się do bram miasta, boki miała różowe od krwi i piany, a ślepia wybałuszone z przerażenia. Jeździec zawołał: „Płonie, płonie” i zleciał z siodła. Wysłano po tę osobę, która rozkazała zaprowadzić jeźdźca do Niebieskich Gracji. Gdy twoi słudzy przeprowadzali go przez bramy, jeszcze raz krzyknął: „Płonie”. Pod tokarem był chudy jak szkielet, same kości pokryte odrobiną dręczonego gorączką ciała.

Od tego punktu opowieść kontynuowała jedna z Niebieskich Gracji.

– Nieskalani przyprowadzili tego człowieka do świątyni, gdzie rozebrałyśmy go i wykąpałyśmy w chłodnej wodzie. Ubranie miał zanieczyszczone, a moje siostry znalazły w jego udzie połowę strzały. Choć złamał drzewce, grot pozostał w ciele. Ciało wokół rany toczyła gangrena, wypełniająca go truciznami. Skonał przed upływem godziny, nie przestając wykrzykiwać słowa „płonie”.
– Płonie – powtórzyła Daenerys. – Co płonie?
– Astapor, Wasza Promienność – odparła druga Niebieska Gracja. – Raz to powiedział. Rzekł: „Astapor płonie”.
– Może przemawiała przez niego gorączka?
– Wasza Promienność mówi mądrze – odezwała się Galazza Galare – ale Ezzara widziała coś jeszcze.

Niebieska Gracja zwana Ezzarą splotła dłonie.

– Moja królowo – wyszeptała. – Powodem gorączki nie była strzała, lecz odchody. Wypłynęły z niego nie raz, lecz wiele razy. Plamy sięgały do kolan, a wśród ekskrementów była zakrzepła krew.
– Jego koń krwawił. Tak powiedział Szary Robak.
– To prawda, Wasza Miłość – potwierdził eunuch. – Biała klacz krwawiła od jego ostróg.
– Może i tak, Wasza Promienność – przyznała Ezzara – ale ta krew była zmieszana z jego stolcem. Splamiła mu bieliznę.
– Krwawił z kiszek – dodała Galazza Galare.
– Nie możemy być pewni – ciągnęła Ezzara – ale bardzo możliwe, że Meereen musi się obawiać czegoś więcej niż tylko włócznie Yunkai’i.
– Musimy się modlić – stwierdziła Zielona Gracja. – Bogowie zesłali nam tego człowieka. Przybył jako zwiastun. Jako zapowiedź.
– Zapowiedź czego? – zapytała Dany.
– Zapowiedź gniewu i zguby.[v]

Co jednak najczęściej może być przyczyną szukania pomocy uzdrowiciela w świecie Pieśni Lodu i Ognia? Być może uraz?

 

Leczenie obrażeń

 

Wojny łączą się nierozerwalnie z mnogością urazów. Rany cięte, kłute, tłuczone, szarpane, kąsane, oparzenia czy odmrożenia w zależności od warunków, wszelkiego rodzaju złamania czy skręcenia bądź zwichnięcia stawów – lista jest bardzo długa. Wojna czy pokój, polowanie czy turniej – jak leczyć obrażenia? I jednocześnie nie zapominać o ciągnących się ewentualnych powikłaniach. Na mniejsze rany stosowany jest czasami tzw. myrijski ogień.[vi] Ale są i inne metody. Tak był leczony na przykład ciężko ranny Tyrion Lannister po bitwie nad Czarnym Nurtem:

Maester zacmokał zafrasowany.

- Rozsądniej byłoby nie zdejmować maski, dopóki rana się nie zagoi. Ale wygląda na czystą. To dobrze. Kiedy znaleźliśmy cię w tej piwnicy między martwymi i konającymi, rany miałeś zapaskudzone. Jedno żebro jest złamane, na pewno to czujesz. Pewnie od ciosu buzdyganem albo od upadku, trudno powiedzieć. Dostałeś też strzałą w ramię, w miejscu, gdzie łączy się ono z barkiem. Były oznaki martwicy i bałem się, że możesz stracić kończynę, ale zastosowaliśmy wrzące wino i czerwie, i teraz wygląda na to, że goi się czysto. (…) Stracił trzy czwarte nosa i kawałek wargi. Ktoś zszył rozciętą twarz katgutem. Z czerwonego, na wpół zagojonego ciała ciągle sterczały nieudolnie założone szwy. (…) – Potrzebuję sennego wina. Sennego wina, nie makowego mleka. Idź do Frenkena.[vii]

Zszywanie ran katgutem to sagowa niespodzianka. Katgut to nić wytwarzana z błony podśluzowej jelita cienkiego owiec lub błony surowiczej jelit bydlęcych. Jest on szwem stosunkowo mało wytrzymałym i wchłanianym, dlatego zaskakującym jest używanie go do zszycia ran twarzy. Ciekawostką jest zastosowanie czerwi (larw muchówek) usuwających tkanki martwicze, stosowanych również współcześnie w leczeniu zakażonych, trudno gojących się ran, w tym odleżyn. Czasami do zszywania sagowych ran używana jest srebrna igła i jedwabne nici.[viii] Niekiedy używa się rozgrzanych narzędzi, natomiast oczyszczenie rany i użycie wrzącego wina jest powszechną praktyką w PLiO.

Nocą Thoros wyciągnął mu z piersi odłamek kopii długi na stopę. Dziurę, która została, zalał gotującym winem.[ix]

Tajemniczy maester bez łańcucha, Qyburn, gdy leczył Jaime’a po utracie prawej ręki rzekł:

- Zakażenie się rozprzestrzeniło. Czujesz, jakie miękkie jest ciało? Będę musiał to wszystko wyciąć. Najbezpieczniej byłoby amputować całą rękę.
– Wtedy ty umrzesz – ostrzegł go Jaime. – Oczyść i zaszyj kikut. Podejmę to ryzyko.

Qyburn zmarszczył brwi. – Mógłbym zostawić ci ramię, amputować rękę w łokciu, ale…
– Jeśli utniesz mi chociaż kawałek, lepiej urżnij mi też drugą, bo inaczej potem cię uduszę.

Qyburn popatrzył mu w oczy. To, co w nich zobaczył, odebrało mu chęć do dyskusji.
– Proszę bardzo. Usunę tylko zgniłe ciało, nic więcej. Spróbuję wypalić zakażenie wrzącym winem oraz okładami z pokrzywy, nasienia gorczycy i pleśni z chleba. Może to wystarczy. To twoja decyzja. Będzie ci potrzebne makowe mleko…
– Nie.
Nie miał zamiaru pozwolić, by go uśpiono. Mógłby się obudzić bez ręki, bez względu na to, co powiedział maester.
– Będzie bolało – sprzeciwił się zaskoczony Qyburn.
– Będę krzyczał.
– Bardzo bolało.
– Będę krzyczał bardzo głośno.
– Czy wypijesz chociaż trochę wina?
– A czy wielki septon czasem się modli?
– Tego nie jestem pewien. Przyniosę wino. Połóż się, muszę przywiązać ci rękę.

Za pomocą miski i ostrego noża Qyburn oczyścił ranę, podczas gdy Jaime popijał wzmocnione wino, oblewając się nim obficie. Jego lewa dłoń nie potrafiła nawet znaleźć ust. Miało to też jednak pewne zalety. Broda przesiąknęła mu winem, którego zapach tłumił smród ropy. Nic jednak nie mogło mu pomóc, gdy nadeszła pora, by zeskrobać zgniłe ciało. Jaime krzyczał i raz za razem walił w stół pięścią. Ponownie zawył, gdy Qyburn wylał na resztki jego kikuta wrzące wino. Bez względu na wszystkie swe przysięgi i obawy, stracił na moment przytomność. Kiedy się ocknął, maester zszywał mu ranę katgutem.[x]

Brak wzmianki o pajęczynie zagniatanej w chlebie, ale być może chodzi Qyburnowi o pajęczynową pleśń i chleb? Penicillium notatum to grzyb produkujący penicylinę, a rozwijający się m.in. na pajęczych niciach – ale też na spleśniałych warzywach i owocach. Być może chleb żuto przed zagnieceniem z pajęczyną, bowiem ślina zawiera substancje bakteriobójcze. Natomiast uzdrowiciele w Essos używają m.in. takich oto metod w leczeniu obrażeń:

Dany straciła jednak khala Drogo z powodu podobnej rany i nie zamierzała pozwolić, by ta pozostała nie opatrzona. Wysłała Missandei po pewnego yunkijskiego wyzwoleńca, który słynął z biegłości w sztuce uzdrawiania. Belwas wył z bólu i skarżył się głośno, lecz Dany skarciła go surowo, zwąc go wielkim, łysym dzieckiem, aż wreszcie pozwolił uzdrowicielowi przemyć ranę octem, zaszyć ją i owiązać sobie pierś bandażem z płótna maczanego w ognistym winie.[xi]

Octem, winem – byle nie wrzącym olejem! Historia medycyny przestrzega przed wrzącym olejem. Jeden z ojców współczesnej chirurgii – Ambroży Paré, wybitny lekarz renesansu – miałby kilka ostrych słów do powiedzenia o wrzącym oleju stosowanym na rany. Jeśli wierzyć przekazom Paré stosował przez wiele lat odkażanie ran wrzącym olejem. Aż w czasie oblężenia Turynu w 1537r. dla wielkiej ilości rannych zabrakło oleju, więc z konieczności opatrzył ich olejkiem różanym, zmieszanym z żółtkami jaj i terpentyną. Następnego dnia okazało się, że są oni w dużo lepszym stanie niż pacjenci leczeni tradycyjnie. Od tej pory Paré stał się przeciwnikiem stosowania wrzącego oleju na ranę, czemu dał wyraz w swoich dziełach. W „Wędrownym rycerzu” Baelor Złamana Włócznia również odradza tę metodę:

– Bogowie, bądźcie łaskawi, grot kopii wbił mu kolczugę głęboko w ciało – usłyszał głos Raymuna. – Rana będzie się paskudziła, jeśli nie…
– Upijcie go i zalejcie ją gotującym olejem – poradził ktoś. – Tak właśnie robią maesterzy.
– Winem. – Głos miał głuche, metaliczne brzmienie. – Nie olejem, bo to by go zabiło. Winem.[xii]

Gra o tron
Środki p/bólowe oraz uspokajająco-nasenne

 

Wspomniane już wyżej przy leczeniu obrażeń senne wino czy makowe mleko stosowane są w niesieniu ulgi rannym czy cierpiącym. Swoje działanie nasenne i przeciwbólowe ma w PLiO kilka znanych medykamentów – nie zawsze sprecyzowanych.

Drzwi sypialni otworzyły się i do środka wszedł maester Luwin, który trzymał w dłoni zielony dzbanek. (…)
– Przyrządziłem dla ciebie napój nasenny, Bran. (…) Nic ci się po nim nie przyśni – obiecał maester Luwin, wyciągając zatyczkę. – Zaśniesz słodko, bez żadnych snów.
– Naprawdę? – zapytał Bran, chcąc w to uwierzyć.
– Tak. Wypij go.
Chłopiec go usłuchał. Eliksir był gęsty i smakował kredą, lecz zawierał też domieszkę miodu, mógł więc przełknąć go bez trudu.[xiii]

 

Powszechnie w Westeros przy uśmierzaniu bólów stosuje się makowe mleko. Mak zawiera m.in. alkaloid morfinę, w medycynie ludowej wywar z makówek stosowano jako środek nasenny i przeciwbólowy. A sagowe makowe mleko w większych dawkach także usypia i można się od niego uzależnić – jak to było w przypadku Gregora Clegane’a cierpiącego na ciężkie bóle głowy. Być może Góra cierpiał na klasterowy ból głowy – koszmarną przypadłość, którą próbowano leczyć makowym mlekiem. Wielu bohaterów zażywało na kartach powieści ten opiatowy specyfik. Na przykład cierpiący lord Hoster Tully leczony był m.in. makowym mlekiem.

Maester Vyman podbiegł szybko do niego, unosząc kubek do jego ust. Lord Hoster przełykał gęsty, biały płyn łapczywie jak dziecko u piersi. Catelyn widziała, że odzyskuje spokój.[xiv]

Makowe mleko zażywał również po urazie nogi lord Eddard Stark; Tyrion Lannister po bitwie o Królewską Przystań, gdy leżał ciężko ranny; czy Jon Snow leczony był m.in. makowym mlekiem przez maestera Aemona po powrocie do Czarnego Zamku.

Jon przed chwilą przygryzł sobie wargę i pijąc gęsty, przypominający kredę eliksir, czuł smak mieszającej się z nim krwi. (…) Zdrętwiał mu język. Makowe mleko mieszało mu w głowie.[xv]

Czym natomiast jest senne wino?

Słodzony miodem trunek zawierał niewiele maku, tylko tyle, by złagodzić na chwilę jego cierpienia.[xvi]

W świecie PLiO istnieje jeszcze jeden intrygujący usypiający specyfik: senniczka zwana „najłagodniejszą z trucizn”[xvii] wedle słów dziewczynki z Domu Czerni i Bieli w Braavos. Ubijane tłuczkiem w moździerzu ziarenka o bardzo słodkim smaku, które to sproszkowane mogą być dodawane do ciast, pasztetów i win z miodem. Kilka ziarenek spowalnia bijące za szybko serce i powstrzymuje drżenie rąk, szczypta przynosi trwający całą noc sen bez marzeń sennych, a trzy szczypty powodują sen, który nie ma końca! Senniczka używana jest do leczenia młodego Roberta Arryna przez maestera Colemona. Petyr Baelish żąda zwiększenia dawki leku u Słowiczka. Prawdopodobnie senniczkę stale stosował maester Pycelle w swoim rytuale picia słodkiego mleka, ponieważ był bardzo spowolniały. Być może została również senniczka użyta przez Mirri Maz Duur w celu uśpienia Daenerys (szczypta) oraz wywołania śpiączki u khala Drogo (trzy szczypty). Być może jest to aluzja do barbituranów i benzodiazepin, które działają nasennie, przeciwdrgawkowo, a przy przedawkowaniu mogą spowodować zgon.

Pij – powiedziała [Mirri]. Podniosła jej głowę i znowu przytknęła do ust puchar, lecz tym razem z samym winem. Słodkie wino. Dany napiła się i opadła na posłanie, nasłuchując cichego szeptu własnego oddechu. Ciało miała ciężkie, znowu ogarniał ją sen.[xviii]

Czy w jakiś sposób zaingerowała Mirri Maz Duur w przebieg ciąży Daenerys? Pozostaje to zagadką.

 

Środki poronne

 

Kobiety od wieków stosowały poronienie sztuczne w celu przerwania niechcianej ciąży lub szukały sposobu na zabezpieczenie się przed nią. W Pieśni Lodu i Ognia jest podobnie. Miesięczna herbata to sagowy specyfik używany w celu wywołania poronienia. Przygotowuje się ją z z ruty, wrotyczu i piołunu z dodatkiem łyżki miodu i kropli mięty polnej.[xix] Wrotycz rzeczywiście działa poronnie i w medycynie ludowej stosowano go do „spędzania płodu”.

Lord Hoster rozchylił powieki.
– Ruta – wyszeptał ochrypłym z bólu głosem. (…) Lord Hoster jęknął. – Nie żyje. – Chwycił ją za dłoń. – Będziesz jeszcze miała inne… słodkie dzieci z prawego łoża. (…) Wybacz mi – powiedział tak cicho, że ledwie słyszała jego słowa. – Ruta… krew… krew… bogowie, bądźcie łaskawi…[xx]

W ten sposób na polecenie lorda Hostera Tully’ego wywołano najprawdopodobniej poronienie u młodziutkiej Lysy Tully, gdy była w ciąży z Petyrem Baelishem. Wiele kobiet w Westeros od ziem za Murem aż po gorące Dorne stosuje miesięczną herbatę.

A jeśli Ygritte nie będzie chciała dziecka, to pójdzie do jakiejś leśnej wiedźmy i wypije kubek miesięcznej herbaty.[xxi]

To właśnie słowo pragnęła usłyszeć Asha. Miała na tyle rozsądku, by odnaleźć potem leśną czarownicę, która nauczyła ją warzyć miesięczną herbatę, pozwalającą zachować płaski brzuch.[xxii]

No cóż, piłam miesięczną herbatę i wiesz, że nie mogę za ciebie wyjść. — Uśmiechnęła się [Arianne Martell].[xxiii]

– Dlaczego Margaery wysyła po ciebie?
– Prosi o… prosi…
– Powiedz to!
Starzec skulił się.
– Miesięczną herbatę – wyszeptał. – Miesięczną herbatę na…
– Wiem, do czego służy miesięczna herbata. –
Mam to, czego chciałam [pomyślała Cersei].[xxiv]

 

Używki

 

Niektórzy bohaterowie sagi zażywają od czasu do czasu a niektórzy stale pewne środki, które mogą być uznane za substancje psychoaktywne. Poza wszelkiego rodzaju alkoholami jak na przykład różnorodne wina, piwa, hipokrasy, miody pitne, sfermentowane kobyle mleko, norvoska nahsa, cydr bądź czarny jak smoła rum czy poza już wyżej wspomnianym makowym mlekiem istnieją w sadze unikalne dla świata Pieśni używki. Na przykład trunek czarnoksiężników z egzotycznego Qarthu. Cień wieczoru to być może narkotyczny napój, który wyrabiany jest z liści tajemniczych drzew o czarnej korze rosnących w gaju Domu Nieśmiertelnych. Gęsty, niebieskawy cień wieczoru swoim smakiem zaskakuje, gdy go się spróbuje.

Kryształowa szklanka wypełniona gęstym, niebieskim płynem: cieniem wieczoru, winem czarnoksiężników. (…) Pierwszy łyk smakował jak inkaust i zepsute mięso. Choć napój był obrzydliwy, kiedy go przełknęła, miała wrażenie, że ożył w jej brzuchu. Jego witki rozrastały się w jej piersi niczym palce ognia owijające się wokół serca. Na języku czuła smak przypominający miód, anyżek i śmietankę, mleko matki i nasienie Droga, czerwone mięso, gorącą krew i płynne złoto. Był jak wszystkie smaki, które kiedykolwiek znała, i jak żaden z nich… a potem szklanka była już pusta.[xxv]

Jaki wpływ na człowieka ma długotrwałe zażywanie tego napoju pozostaje niewiadomą. Osobę, która go popija, można poznać po błękitnym zabarwieniu warg. Przykładem entuzjasty cienia wieczoru jest Euron Wronie Oko.

Wronie Oko wypełnił dwa puchary niezwykłym, czarnym winem, które było gęste jak miód.
– Wypij ze mną, bracie. Spróbuj tego trunku.
Podał jeden z kielichów Victarionowi. Kapitan wziął w rękę ten drugi puchar i podejrzliwie powąchał jego zawartość. Widziany z bliska płyn wydawał się raczej granatowy niż czarny. Był gęsty, oleisty i cuchnął zepsutym mięsem. Victarion spróbował mały łyczek i natychmiast go wypluł.
– Cóż to za świństwo? Chcesz mnie otruć?
– Chcę ci otworzyć oczy. – Euron pociągnął długi łyk ze swego kielicha i uśmiechnął się. – To cień wieczoru, wino czarnoksiężników. Znalazłem jego beczułkę na zdobytej galeasie z Qarthu.[xxvi]

Podobnych doznań dla podniebienia jak cień wieczoru dostarcza smakowana przez Brana Starka papka z nasion czardrzew dostarczona przez dzieci lasu. Składniki tej papki pozostają aktualnie zagadką i wiążą się z pewną teorią dotyczącą smutnego losu Jojena Reeda. Czy papka z nasion czardrzew ma pomóc Branowi w przebudzeniu jego nadnaturalnych darów?

W misce była biała papka, gęsta i poprzeszywana czerwonymi żyłkami.
– Musisz to zjeść – powiedziała Liść, wręczając Branowi drewnianą łyżkę.
– Co to jest? – zapytał chłopiec, spoglądając niepewnie na miskę.
– Papka z nasion czardrzew.
Coś w jej wyglądzie przyprawiało Brana o mdłości. Czerwone żyłki zapewne były po prostu czardrzewową żywicą, ale w blasku pochodni dziwnie przypominały krew. Zanurzył łyżkę w papce, a potem się zawahał. (…) Zaczął jeść. Papka miała gorzki smak, ale nie aż tak gorzki, jak produkowana z żołędzi. Najtrudniej było przełknąć pierwszą łyżkę. Omal jej natychmiast nie zwymiotował. Druga była smaczniejsza. Trzecia niemal słodka. Resztę pochłonął chciwie. Dlaczego myślał, że jest gorzka? Smakowała miodem, świeżo spadłym śniegiem, pieprzem, cynamonem i ostatnim pocałunkiem, jaki otrzymał od matki. Pusta miska wysunęła mu się z palców i spadła ze stukiem na ziemię.[xxvii]

W Astaporze wedle słów Kraznysa Nieskalani piją w trakcie swojego ciężkiego szkolenia tajemnicze wino odwagi:

To nie jest prawdziwe wino. Robi się je z wilczej jagody, larw krwiuch, korzeni czarnego lotosu i wielu sekretnych składników. Od dnia kastracji piją je przy każdym posiłku i z każdym mijającym rokiem czują coraz mniej. Dzięki temu są nieustraszeni w bitwie. Nie boją się też tortur.[xxviii]

Ze skrawków informacji w PLiO można wysnuć także wniosek, że pewna używka zwana kwaśnym liściem jest przedmiotem handlu od dalekiego Essos po krainy Westeros. Nie jest wiadomym, czy i z jakiej rośliny powstaje ta używka. Transportuje się ją w sprasowanych belach, a porównany może być kwaśny liść do tytoniu w liściach, który to żuje się w ustach a następnie wypluwa. Kwaśny liść w miarę upływu czasu stosowania zabarwia jamę ustną (ślinę, wargi czy zęby) żującego na kolor czerwony. Wiele osób w sadze z upodobaniem częstuje się kwaśnym liściem. Być może ma on działanie przeciwbólowe. Inne efekty żucia kwaśnego liścia pozostają jak dotąd nieznane.

Masha Heddle, która zawsze żuła kwaśny liść. (…) Uśmiechając się, odsłaniała ciemnoczerwone od liści zęby, co robiło makabryczne wrażenie.[xxix]

Znajdź w wozie kwaśny liść – powiedział [Yoren], gdy wrócili na trakt. – Jak go chwilę pożujesz, ból złagodnieje.[xxx]

 

Hirudoterapia

 

Pijawki są dobrym remedium na wszystko? Na wszystko raczej nie, ale choć upuszczanie krwi i bez ich pomocy również jest stosowane w PLiO jako metoda lecznicza, to kuracja za pomocą pijawek ma swój urok i wielorakie korzystne właściwości. Za tuzin pijawek maesterzy płacą miedziaka.[xxxi] Pijawkami był leczony ciężko chory Davos przez maestera Pylosa na Smoczej Skale, mały Robert Arryn przez maestera Colemona, a lord Bolton z upodobaniem wychwala tego typu kurację dla ciała i dla ducha:

Częste przystawianie pijawek to sekret długiego życia. Człowiek musi się oczyszczać ze złej krwi.[xxxii]

Roose Bolton leżał nagi w łożu. Do wewnętrznych stron rąk i nóg oraz do bladej piersi przystawiono mu mnóstwo pijawek, długich, półprzeźroczystych szkaradzieństw, które po posiłku nabierały lśniąco różowej barwy.[xxxiii]

Lord Bolton westchnął. – Ma złą krew. Potrzebuje pijawek. Pijawki wysysają całą złą krew, cały gniew i ból. Nikt nie potrafi myśleć, gdy wypełnia go gniew.[xxxiv]

 

O truciznach

 

Rzecz powszechnie znana: lekarstwo może zaszkodzić. Zatrucia ksenobiotykami czy znajomość szeregu toksydromów to dziedzina toksykologii klinicznej. Wedle ojca współczesnej toksykologii wszystko może być trucizną.

Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum. (łac.)
Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę. – Paracelsus (ok. 1493–1541)

I podobnie jest w świecie Pieśni Lodu i Ognia. Mawia się, że trucizna to broń tchórzy, kobiet, Dornijczyków i …eunuchów? Aczkolwiek to komnaty maesterów są miejscem, gdzie można się natknąć na zawrotną ilość trujących specyfików. I zwędzić to i owo jak Tyrion z pracowni Pycelle’a:

…ruszył pośpiesznie ku licznym półkom, stojącym w głębi pomieszczenia. Zestaw medykamentów maestera wywierał imponujące wrażenie. Stały tam tuziny zapieczętowanych lakiem słoiczków, setki zamkniętych zatyczkami fiolek i równie wielka liczba buteleczek z mlecznego szkła, a także niezliczone słoiki suszonych ziół. Wszystko to zaopatrzono pieczołowicie w nalepki, opisane wyraźnym pismem Pycelle’a. Lubi porządek – pomyślał Tyrion. Rzeczywiście, gdy już poznało się zasady, według których ustawiono leki, łatwo było zauważyć, że każdy specyfik stoi na swoim miejscu. I ma tu bardzo ciekawe rzeczy. Zauważył senniczkę i wilczą jagodę, makowe mleko, lyseńskie łzy, suszony szary liść, tojad i taniec demona, jad bazyliszka, ślepotkę, wdowią krew… Wspinając się na palce i wyciągając rękę w górę, zdołał ściągnąć z najwyższej półki małą, zakurzoną buteleczkę. Odczytawszy etykietę, uśmiechnął się i schował zdobycz do rękawa.[xxxv]

Aby później zaaplikować swojej siostrze Cersei dłuższy pobyt tam, gdzie królowe chadzają piechotą. Niektóre z wymienionych wyżej trucizn są szerzej opisywane w sadze. Inne dopiero czekają na wyjawienie szczegółów ich działania. George R. R. Martin sięga śmiało do zarówno starożytnej jak i nowożytnej historii trucicielstwa, aczkolwiek niektóre z sagowych trucizn to wynik fantazji autora i przyporządkowanie ich do rzeczywistych ksenobiotyków nastręcza wiele trudności. Autentyczne trujące specyfiki pojawiają się zatem na kartach Pieśni wraz z fikcyjnymi:

Razem z nim dostarczono stół, na którym ustawiono małe słoiczki. Pycelle z przyjemnością wymieniał nazwy umieszczonych w nich specyfików. - Szary kapelusz – mamrotał drżącym głosem – produkowany z muchomora. Wilcza jagoda, senniczka, taniec demona. To jest ślepotka. A ten specyfik nazywa się wdowia krew, z uwagi na kolor. To bardzo okrutny środek. Paraliżuje pęcherz i kiszki, aż człowiek topi się we własnych truciznach. Tu mamy tojad, a tam jad bazyliszka. W tamtym słoiczku są lyseńskie łzy. Tak, znam je wszystkie.[xxxvi]

Co nieco z powyższego fragmentu można odszyfrować:

  1. Szary kapelusz może pochodzić z muchomora jadowitego lub sromotnikowego. Powodowałby początkowo kilkudniową biegunkę, a po okresie pozornej poprawy niewydolność wątroby, nerek i innych narządów ciała.
  2. Wilcza jagoda – to pokrzyk wilcza jagoda, zawierający atropinę. Zatrucie objawia się m.in. szybką czynność serca, pobudzeniem psychoruchowym, podwyższeniem temperatury ciała, światłowstrętem i suchością błon śluzowych. W skrajnych przypadkach zatrucie kończy się śmiercią.
  3. Tojad – to tojad mocny, zawierający akonitynę. Objawy zatrucia to m.in. zaburzenia czucia, lęk, bóle brzucha, wymioty, obfite poty i drgawki. Zgon następuje wskutek porażenie ośrodka oddechowego, a świadomość zachowana jest aż do śmierci. Od starożytności tojad używany był przez skrytobójców.

Obok trucizn znajdują się w PLiO również tajemnicze odtrutki i inne środki lecznicze:

A gdyby wszystko to zawiodło, maester Ballabar usiądzie pod ścianą ze środkami przeczyszczającymi i odtrutkami na dwadzieścia najpospolitszych trucizn.[xxxvii]

Pierwszą ofiarą działania trucizny, o której wiemy w sadze, jest lord Jon Arryn. Śledztwo dotyczące śmierci Jona Arryna prowadzi Ned Stark w „Grze o Tron”.

[Cat] Robert napisał list własnoręcznie. Zatrzymałam go dla ciebie. Pisze, że lord Arryn odszedł szybko. Nawet maester Pycelle nie potrafił mu pomóc. Podał mu tylko makowe mleko, żeby Jon nie cierpiał długo.[xxxviii]

A tak przedstawia okoliczności śmierci Jona Arryna maester Pycelle w rozmowie z Nedem:

Któregoś dnia przyszedł do mnie, prosząc o pewną księgę, w pełni sił i zdrowia, choć odniosłem wrażenie, że coś go trapi. Następnego ranka zwijał się z bólu i nie miał siły wstać z łóżka. Zdaniem maestera Colemona cierpiał na katar żołądka. Panowały wtedy upały, a Namiestnik pokrzepiał się bardzo zimnym winem, co może mieć wpływ na trawienie. Kiedy stan zdrowia lorda Jona wciąż się pogarszał, sam do niego poszedłem. Niestety, bogowie nie dali mi mocy uratowania go.
– Słyszałem, że odesłałeś maestera Colemona.
Wielki Maester skinął głową z determinacją i powolnością osuwającego się lodowca.
– Rzeczywiście. Obawiam się, że lady Lysa nigdy mi tego nie wybaczy. Może źle postąpiłem, ale wtedy byłem przekonany o słuszności swojej decyzji. Maestera Colemona traktuję jak syna i nie wątpię w jego umiejętności, lecz on jest młody, a młodzi często zapominają, jak kruche jest stare ciało. Podawał lordowi Arrynowi mikstury przeczyszczające i sok pieprzowy, co – moim zdaniem mogło zabić Namiestnika. (…) Kiedy nadszedł ostatni etap gorączki, wołał kilkakrotnie Roberta, lecz nie potrafię powiedzieć, czy chodziło mu o syna czy o Króla. (…) Stwierdziwszy, że nie ma już nadziei, podałem lordowi Arrynowi makowe mleko, by oszczędzić mu cierpienia. (…) Śmierć zabrała go dopiero następnego ranka, lecz on czekał na nią w pokoju i milczeniu.[xxxix]

I maester Pycelle kłamie:

Nawet najmarniejszy maester zna się na powszechnych truciznach, lecz u lorda Arryna nie znaleziono objawów działania żadnej z nich.[xl]

Bowiem trucizną, której użyto do uśmiercenia lorda Jona Arryna były lyseńskie łzy – drogi specyfik o ciekłej konsystencji, bezbarwny, bez smaku i zapachu. Rozpuszczony w winie bądź wodzie po podaniu do przewodu pokarmowego imituje chorobę jelit, wżera się we wnętrzności i zabija jak choroba brzucha. Lord Eddard Stark nie zdążył odkryć tożsamości truciciela, który podał lyseńskie łzy Jonowi Arrynowi ani na czyje polecenie. W dalszych częściach sagi, jako winnych można wskazać z pewną dozą pewności dwie osoby: Lysę Arryn oraz Petyra Baelisha.

Kolejną sagową trucizną o spektakularnych efektach jest dusiciel (nazwa używana przez maesterów w Westeros) – są to kryształki o barwie purpurowej sporządzane z liści rośliny rosnącej na wyspach Morza Nefrytowego (zarówno w Asshai jak i w Lys trucizna znana jest pod inną nazwą), a proces produkcji tych kryształków jest złożony.

Starzec drżącymi dłońmi zapalił świecę, po czym zaniósł ją do umieszczonej pod schodami do ptaszarni pracowni, gdzie na półkach stały w równych szeregach maści, lekarstwa i eliksiry. Na najniższej półce, za szeregiem pękatych słoiczków z balsamami, znalazł szklaną fiolkę barwy indygo, nie większą niż jego mały palec. (…) Osunął się na krzesło, wyciągnął zatyczkę i wysypał z naczyńka jego zawartość. Tuzin kryształków, nie większych od nasion, upadł na pergamin, który czytał. Lśniły w blasku świec niczym klejnoty. Były tak intensywnie fioletowe, że maesterowi przemknęła przez głowę myśl, iż nigdy dotąd nie widział, jak naprawdę wygląda ten kolor. (…) Sporządzano je z pewnej rośliny, która rosła na wyspach Morza Nefrytowego, na drugim końcu świata. Jej liście suszyło się, a potem namaczało w miksturze złożonej z wapna, słodzonej wody oraz pewnych rzadkich korzeni z Wysp Letnich. Potem można je było wyrzucić, eliksir zaś należało zagęścić popiołem i zaczekać, aż się skrystalizuje. Proces był powolny i trudny, a składniki kosztowne i niełatwe do zdobycia. Alchemicy z Lys potrafili jednak produkować tę substancję, podobnie jak Ludzie Bez Twarzy z Braavos… a także maesterzy jego zakonu, choć poza murami Cytadeli o tym nie wspominano. (…) Jeśli rozpuszczono go w winie, sprawiał, że mięśnie ludzkiego gardła zaciskały się mocniej niż pięść, zamykając światło tchawicy. Twarz ofiary podobno robiła się fioletowa jak kryształki, które stały się przyczyną jej śmierci, lecz tak samo przecież wyglądało oblicze człowieka, który zadławił się przy jedzeniu.[xli]

Maester Cressen próbuje zabić za pomocą dusiciela czerwoną kapłankę Melisandre na Smoczej Skale.

Wino było kwaśne. Wypuścił z palców pusty puchar, który roztrzaskał się na podłodze.
– Jego moc tu sięga, mój panie – rzekła kobieta. – A ogień oczyszcza.
Rubin u jej gardła zamigotał czerwonym blaskiem. Cressen próbował jej odpowiedzieć, lecz słowa uwięzły mu w gardle. Gdy rozpaczliwie usiłował zaczerpnąć tchu, jego kaszel przeszedł w przerażający, słaby świst. Na szyi zacisnęły mu się żelazne palce. Padł na kolana. Nie przestawał potrząsać głową, odrzucając Melisandre, jej moc, jej magię i jej boga.[xlii]

Siatka na włosy, którą dostaje Sansa Stark od Dontosa, wydaje się naprowadzać na trop użycia dusiciela na pamiętnym weselu Joffreya.

Ser Dontos pogrzebał w sakwie i wydobył z niej srebrzystą pajęczynę, która zwisła między jego grubymi palcami. Była to siatka na włosy wykonana ze srebrnych nici, tak cienkich i delikatnych, że gdy Sansa ujęła ją w palce, wydawało się jej, iż ozdoba waży nie więcej niż tchnienie. Tam, gdzie pasemka krzyżowały się ze sobą, wprawiono w nie małe klejnoty, tak ciemne, że zdawały się spijać blask księżyca.
– Co to za kamienie?
Czarne ametysty z Asshai. Najrzadszy rodzaj. Za dnia mają barwę najgłębszego fioletu. (…) Rozumiesz, jest w niej magia. Trzymasz w dłoni sprawiedliwość. Zemstę za ojca.[xliii]

– Jak zginął Joffrey?
– Od trucizny. Miało to wyglądać tak, jakby udławił się kawałkiem jedzenia, ale maesterzy otworzyli jego gardło i nie znaleźli żadnej przeszkody.[xliv]

Na procesie Tyriona oskarżonego o zabójstwo Joffrey słyszymy po raz pierwszy o truciźnie zwanej wdowią krwią - nazwanej tak z uwagi na swoją barwę. Zamyka ona pęcherz i jelita ofiary, tak że ta gnije wręcz od środka. Być może ofiarą jej działania mógł być lord Tywin Lannister? Czy stał za tym Oberyn Martell? Jak dotąd jest to tylko przedmiotem spekulacji fanów sagi.

Od najdawniejszych czasów stosowano trucizny zabijające przez zatrzymanie akcji serca. Takim sagowym przykładem jest jad mantykory, który zabija, gdy dotrze do serca z prądem krwi. Wedle słów Qyburna można ponoć zmodyfikować tę truciznę (przez zagęszczenie) w ten sposób, aby ofiara cierpiała długo ogromny ból. Być może Oberyn Martell zatruł swoją włócznię zmodyfikowanym jadem mantykory, aby przedłużyć agonię Gregora Clegane’a. Arya Stark podmieniła zatrutą monetę, aby zabić starszego mężczyznę w braavoskim porcie być może jadem mantykory. Alchemik zaś zabija podobnie zatrutą monetą Pate’a z Cytadeli w Starym Mieście.

Z Alchemikiem wcześniej znanym Aryi jako Jaqen H’ghar łączy się prawdopodobnie kolejna sagowa trucizna. Jest to krew bazyliszka, która dodana do pasty nadaje pieczonemu mięsu smakowity aromat. Po zjedzeniu tak doprawionego mięsa powoduje gwałtowne szaleństwo u ludzi i zwierząt. Wydaje się, że użył Jaqen krwi bazyliszka w Harrenhal, gdy usłyszał jedno z imion od Aryi.

Weese leżał na bruku, jego gardło zamieniło się w czerwoną ranę, a martwe oczy wpatrywały się w szare chmury. Na piersi zabitego stała jego brzydka, cętkowana suka, która chłeptała tryskającą z szyi krew, od czasu do czasu wyszarpując też kawałek mięsa z twarzy. Ktoś wreszcie przyniósł kuszę i zastrzelił zwierzę, które targało właśnie ucho Weese’a.
– Niech to cholera – usłyszała czyjś głos. – Miał tę sukę od szczeniaka.
– Ten zamek jest przeklęty – stwierdził człowiek z kuszą. (…)
Arya oderwała wzrok od martwego człowieka i jego psa. Jaqen H’ghar stał oparty o mur Jęczącej Wieży. Gdy zobaczył, że się mu przygląda, uniósł dłoń do twarzy i od niechcenia dotknął policzka dwoma palcami.[xlv]

Arya Stark pobiera nauki o działaniu trucizn w Domu Czerni i Bieli w Braavos. W pewnym momencie w mleku zostaje jej podana ślepotka – gorzki w smaku specyfik, który jak nazwa wskazuje wywołuje ślepotę. Ślepotka prawdopodobnie działa tylko przez jakiś czas, bowiem Arya każdego wieczora otrzymuje kolejną dawkę specyfiku. Tom piąty sagi przynosi zaś informację, że mieszkańcy Domu Czerni i Bieli wiedzą, jak zniwelować działanie ślepotki.

Jak świat Pieśni długi i szeroki wiele jest obeznanych z truciznami postaci. Gdziekolwiek spojrzeć, tam czyhają potencjalni truciciele. Nie tylko w Dorne, gdzie dowiadujemy się o możliwym otruciu ofiary przez ukłucie śmiertelnym środkiem. Czy Tyene Sand posługuje się oprócz jadów węży czymś podobnym do rycyny i kto będzie jej potencjalnym Georgim Markowem? Od zatrutych strzał można również zginąć na Przesmyku, gdzie wyspiarze strzegą swoich sekretów – o czym przekonali się boleśnie Żelaźni Ludzie.

Wystarczyło, żeby zatruta strzała błotnych diabłów tylko zadrapała człowieka, a po kilku godzinach krzyczał już z bólu, gdy życie wyciekało zeń czerwonobrązowym strumieniem.[xlvi]

Ralf Kenning leżał pod górą futer. Targały nim dreszcze. (…) Pod futrami był nagi i dygotał od gorączki. Jego blade obrzękłe ciało pokrywały sączące wrzody oraz strupy. Głowa wyglądała pokracznie. Jeden policzek obrzękł groteskowo, a szyja była tak przepełniona krwią, że prawie pochłonęła twarz. Ręka po tej stronie była gruba jak kłoda i łaziły po niej białe robaki. Sądząc po wyglądzie, od wielu dni nikt go nie kąpał ani nie golił. Z jednego oka ciekła ropa, a broda była pełna zaschniętych wymiocin.
– Co mu się stało? – zapytał Fetor.
– Był na murach i jakiś błotny diabeł strzelił do niego z łuku. Strzała tylko go drasnęła, ale… oni zatruwają groty, smarują je gównem i jeszcze gorszymi rzeczami. Zalaliśmy ranę wrzącym winem, ale to nic nie pomogło.[xlvii]

W historia Westeros wiele jest tajemniczych zgonów, o które można podejrzewać działających trucicieli. Być może został w ten sposób zamordowany król Aenys I Targaryen – syn Aegona Zdobywcy? Albo Viserys I został otruty przez spiskujący obóz zielonych? Czy rzeczywiście Baelor I zagłodził się na śmierć? Tajemniczych zgonów jest wiele więcej. A może trucizn używano i w innych celach? Na przykład czy szaleństwo króla Aerysa II mogło być wywołane podtruwaniem krwią bazyliszka? Bądź czy w jakiś sposób zaszkodzono córeczce Rhaenyry Targaryen?
Gra o tron

Varia

Wspominana jest również w PLiO sokratejska cykuta przez Val, gdy ta rozważa stan małej Shireen Baratheon.

Najlepszym lekarstwem jest cykuta, ale poduszka lub nóż są równie skuteczne. Gdybym to ja wydała na świat to biedne dziecko, już dawno przyznałabym mu dar łaski.[xlviii]

Choć szalej bądź szczwół pada tutaj w kontekście otrucia, to wiele ziół i lekarstw roślinnego pochodzenia pojawia się w sadze wielokrotnie w przeróżnych formach. Czytamy o balsamach gorczycowych, lekarstwach zawierających wrotycz bądź mak, korzenie jaskrów bądź tojadów, miętę pieprzową, owoce limony, korę wierzby, przeróżne grzyby czy wiele, wiele innych składników.

Lukrecja maczana w occie, z miodem i goździkami. To doda ci sił i rozjaśni w głowie.[xlix]

Tak jak ziołolecznictwo miało długo wiele z magii, tak magia w Pieśni Lodu i Ognia czasami odsłania swoje sekretne sposoby. I tak na przykład tajemnicze proszki wsypywane do ognia przez bohaterów i bohaterki sagi tworzą dymy, które drogą wziewną mogą przeróżnie oddziaływać na ludzi:

W rękawach miała pełno ukrytych kieszeni i co rano sprawdzała je starannie, by się upewnić, że wszystkie jej proszki są na miejscu. Niektóre nadawały ogniowi barwę zieloną, niebieską albo srebrną, inne sprawiały, że huczał, syczał i skakał wyżej niż na wysokość dorosłego mężczyzny, a jeszcze inne wytwarzały dym. Dym zmuszający do prawdomówności, dym budzący pożądanie, dym przywołujący strach i jeszcze inny, gęsty i czarny, który w jednej chwili zabijał człowieka. Czerwona kapłanka uzbroiła się w szczyptę każdego z nich.[l]

Odkrywanie sekretów pieśniowych medykamentów dopiero przed nami. W każdym zamieszkanym zakątku świata Pieśni Lodu i Ognia czekają bowiem na czytelnika uzdrowiciele i truciciele. Podobnie jak mrowie dolegliwości, chorób czy …plag. Mam nadzieję, że szczypta wiedzy o sagowych lekarstwach zwiększy przyjemność z lektury tak bogatej w szczegóły opowieści George’a R. R. Martina.

 

autor: Maegi
Serdeczne podziękowania za życzliwość i cenne konsultacje przy pisaniu o sagowych medykamentach składam AlojzyFrakowi. Bardzo dziękuję Ci za pomoc! Wielu, wielu srebrnych maesterskich ogniw od leśnej Maegi!

 

(fot. materiały prasowe HBO)

 

3 Comments

  1. Gratulacje dla autorki i współautora – świetnie się czytało! „;-)

  2. bardzo ciekawy artykuł, oby więcej takich :)

  3. Swietny artykul. Ciesze sie wpadlem na te strone. Doceniam wysilek wlozony w tworzenie bloga i czekam na nowe posty. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>