Po szóstym sezonie „Gry o tron”

GoT 6 sezon

Skończyło się dziesięć dobrych tygodni, podczas których poniedziałeczek był ukochanym dniem i kiedy czuwanie do świtu miało swój sens. Sezon szósty „Gry o tron” przeszedł do historii, a był on z wielu powodów bardzo istotny i dla fanów i dla twórców.

Autorom scenariusza skończył się książkowy materiał i w dalszym prowadzeniu akcji musieli polegać na własnych siłach, wspomaganych otrzymaną od George’a R. R. Martina ściągą dotyczącą losów głównych bohaterów. Fani po przeciętnym sezonie piątym zastanawiali się, jaki będzie ten szósty sezon, czy Jon Snow przeżyje, czy twórcy serialu się wybronią i poradzą sobie z ciążącą na nich presją, a książkowcy dodatkowo zadawali sobie pytanie, na ile serial zdradza fabułę szóstego tomu Pieśni Lodu i Ognia. Jak widać, tworzenie dzieł kultowych ma również swoje minusy.

 

Przed premierą sezonu szóstego osoby pracujące przy serialu zapewniały fanów iż Jon Snow jest na 100 procent martwy. Zabity na śmierć, nawiązując do reklamy sprzed lat. I oddać im trzeba, że nie kłamali. Jon umarł, ciosy braci z Nocnej Straży okazały się zabójcze, ale nie na próżno Melisandre podczas swych podróży po Westeros napotkała Thorosa z Myr. Lord dowódca został przywrócony do życia za sprawą czarów czerwonej kapłanki, uporządkował swoje sprawy w korpo wieszając ‘zdrajców’, przekazał dowodzenie czołowemu pechowcowi sagi czyli Eddowi i słusznie uznał się za zwolnionego z przysięgi nocnej straży. Zmartwychwstały Jon jest zagubiony, zamknięty w sobie, jakby trochę zawieszony pomiędzy światami, niepewny siebie i tego, co powinien czynić. Depresja? Niechęć do życia? Jego rozmowa z Melisandre przed bitwą o Winterfell może widzom coś takiego sugerować, ale właśnie podczas tej bitwy Jon przekonuje się, że jednak chce żyć i zaczyna o swoje życie walczyć. Podoba mi się taki rozwój postaci, doceniam fakt, iż zrezygnowano z klasycznej figury niezwyciężonego herosa, na którym nic, nawet własne zmartwychwstanie, nie robi wrażenia. Jon przeżył wstrząs, powrót do w miarę normalnego funkcjonowania zabierze mu trochę czasu i nie sposób w tym momencie nie wspomnieć Froda i słodko-gorzkiego zakończenia „Władcy pierścieni”, na którą to powieść Martin się chętnie powołuje. Zapewne Jon wykona swoją misję albo umrze walcząc z nieumarłymi, ale nie wydaje się by powrócił ten uroczy chłopak romansujący z Ygritte. Jon się zmienił, a Kit Harrington (na którego monotonną grę aktorską wcześniej narzekano) dobrze oddaje zmiany jakie zaszły w psychice Jona Snow.

Jego relacja z Sansą również jest bardzo ciekawa i nie taka oczywista. Spotkanie rodzeństwa (przepraszam: kuzynostwa) po latach było bardzo ładne. Obydwoje dorośli i obydwoje mają za sobą ciężkie przejścia – Jon stracił ukochaną, został zdradzony przez najbliższych i powrócił z zaświatów, a Sansa, której życie na królewskim dworze Joffreya Baratheona bynajmniej nie rozpieszczało, przeszła piekło w komnatach Ramsaya. Wydarzenia te odcisnęły trwałe piętno na obu bohaterach. Sansa nie jest już beztroską trzpiotką, to młoda kobieta która chłodno kalkuluje i próbuje rozgrywać swoją partię. Owszem, udaje się na spotkanie z Littlefingerem, ale trzyma go na dystans przez cały czas. Petyr ma zresztą po tym sezonie zadatki na bohatera tragicznego. Przez swoje niedopatrzenie stracił Sansę, która nie daruje mu tego, że wepchnął ją w objęcia Ramsaya i która deklaruje wprost, że tylko idiota wierzyłby Petyrowi Baelishowi. Ładne nawiązanie do wydarzeń z sezonu pierwszego, swoją drogą. Littlefinger zrezygnował z bezpiecznej opcji przyjaciela wszystkich, wraz z wojskami Doliny udzielił dziewczynie wsparcia militarnego, przechylając wygraną na stronę Starków, ale tym samym opowiedział się po jednej ze stron konfliktu. Trudno mu będzie przekonać świat – a zwłaszcza Cersei Lannister – o swojej bezstronności i nieszkodliwości.

 

arya1

 

 

Sansa beztroskie dzieciństwo ma już za sobą. Wiara w dzielnych rycerzy na białych rumakach spieszących na ratunek dziewicy w opresji to również przeszłość. Sophie Turner przyznała w jednym z wywiadów, iż w sezonie szóstym jej bohaterka będzie silniejsza i jest to prawda. Powiedzenie „co nas nie zabije to nas wzmocni” sprawdziło się w jej przypadku idealnie. Dziewczyna jest władcza, niekiedy wręcz królewska. Ale podobnie jak Jon Snow nie jest typową heroiną fantasy, która doskonale wie, jak działać, bez najmniejszej refleksji nad słusznością swego postępowania. Sansa jest rozchwiana, zwłaszcza widać to w przedbitewnej rozmowie z Jonem, kiedy domaga się głosu, ale jednocześnie nie jest w stanie udzielić konkretnej rady. Sansa, której charakterystyczną cechą była dobroć, staje się okrutna. Śmierć Ramsaya, mimo iż po stokroć zasłużona, jest nadzwyczaj brutalna, a Sansa oddala się od swego byłego męża z uśmieszkiem, który ostatnio oglądaliśmy w sali tronowej Królewskiej Przystani, gdy Joffrey publicznie oświadczył iż zrywa zaręczyny ze Starkówną.
Przyznaję, że interesuje mnie bardzo jak na nową, mroczną Sansę zareaguje Ogar. Pojawienie się na ekranie ulubionego bohatera podsumowałam krótko: nareszcie. Cleganebowl nie będzie, przynajmniej na razie, ale jest sojusz z Bractwem bez Chorągwi. W Bractwie jest Beric Dondarrion, a zatem nadzieje na Lady Stoneheart w finale sezonu szóstego również zostały pogrzebane. Bractwo zmierza na Północ i spotkanie z ekipą z Winterfell wydaje się być kwestią czasu. R’hllor miał mieć jakieś zadanie dla Sandora. Jakie? To jedno z pytań na które trudno w tej chwili odpowiedzieć.

Martin rozpoczął swoją opowieść od zebrania większości bohaterów w jednym miejscu – w Winterfell – a następnie kazał im się rozproszyć po świecie. Widać, że historia zaczyna zmierzać do finału, gdyż bohaterowie ponownie zaczynają się skupiać. Kolejną osobą, która powróciła z dalekiej wyprawy jest Arya. Jej wątek ratował sezon piąty i był mocnym punktem sezonu szóstego. Aż do odcinka numer osiem, kiedy widz musiał zawiesić logikę na bardzo solidnym kołku. Jon umarł po ciosach zadanych przez braci z Nocnej Straży. Arya, po serii ciosów w brzuch biega po mieście, skacze, zjada miskę zupy (co nie prowadzi do zdrowotnych komplikacji, ale pozwala odzyskać siły), a na koniec pokonuje w walce wyszkoloną zabójczynię. Waif, która talentami pedagogicznymi nie grzeszyła, sprawiała wrażenie bardzo fachowej osoby jeśli chodzi o zadawanie bliźnim obrażeń. Najwyraźniej jednak hasło z początku sagi – was Starków trudno zabić – pozostaje aktualne. Sama Arya postanawia powrócić do Westeros i wykorzystując nabyte w Domu Czerni i Bieli umiejętności wykreślić imiona ze swojej listy. Na dobry początek wyrównała rachunki z Walderem Freyem.

max von sydow

Bran Stark powrócił po nieobecności w sezonie piątym, z Maxem von Sydow u boku. Chłopak wyrósł, zaczął się wybijać na niepodległość, ale to sędziwy aktor ze swoją charyzmą „kradł” wszystkie wspólne sceny. Szkoda, że było ich tak mało… W poprzednich sezonach wątek Brana nie zaliczał się do najbardziej porywających, w tym był bardzo wyczekiwany z uwagi na szansę wyjaśnienia za pośrednictwem wizji kilku zagadek z przeszłości. Fani oczywiście czekali na sceny spod Wieży Radości i mam wrażenie że to, co otrzymali od twórców serialu, nie zawiodło oczekiwań. Scena z królewskimi gwardzistami bardzo ładna, niezależnie od malkontenckich narzekań na niekanoniczność zbroi gwardzistów, a ostatnia scena Neda i Lyanny uradowała wszystkie fanowskie serca wierzące święcie w najsłynniejsze równanie sagi. Pozostaje pytanie, na ile piętno Nocnego Króla będzie wywierało wpływ na Brana? Czy chłopak będzie w stanie przejść z nim na drugą stronę Muru? Na koniec nie sposób nie wspomnieć o Hodorze, któremu przeznaczona była jedna z najbardziej poruszających śmierci w historii „Gry o tron”.

W regionach znacznie cieplejszych działo się mniej. Wprawdzie Daenerys miała swoje pięć minut, podczas których wysłała paru khalów do Krainy Wiecznych Łowów, ale do dramaturgii „dracarys” było tej scenie daleko. Po za tym wątek Meereen w tym sezonie absolutnie nie porywał, chociaż Peter Dinklage robił co w jego mocy, by nudne kwestie zaprezentować w sposób interesujący dla widza. Duet Missandei i Szary Robak jest fatalny, między aktorami nie ma nawet minimum chemii i szczerze mówiąc zastanawia dlaczego twórcy serialu postanowili poświęcić tej parze aż tyle czasu antenowego. Na szczęście konkurencyjny meereeński duet, czyli Daenerys i Tyrion Lannister jest znakomity. Tyrion był świetny w sezonie drugim jako namiestnik, jest więc nadzieja że powtórzy swój sukces doradzając Zrodzonej z Burzy. Drugim mocnym momentem było wyruszenie Daenerys i jej armii do Westeros – tym samym twórcom serialu udało się to, czego nie dokonał Martin w pięciu opasłych tomach Pieśni Lodu i Ognia. Wprawdzie niemal pewne jest, iż po przybyciu armii na miejsce walkę o żelazny tron będzie trzeba odłożyć na później, a zająć się inwazją nieumarłych, ale już wydarzenia sezonu szóstego podpowiadają, że po kilku latach walk wszystkich ze wszystkimi nadszedł czas sojuszy. Dotychczasowi wrogowie postanawiają nawiązać współpracę, gdyż łączy ich wspólny przeciwnik, a chęć pokonania go (bądź zemsty) jest silniejsza od dotychczasowych uprzedzeń. Przykładem sojusz między śmiertelnie dotychczas skonfliktowanymi Tyrellami i Martellami. Od wielu lat nie było szans na ujrzenie współpracy róży i słońca przebitego włócznią, ale Cersei Lannister udało się to, czego nie byli w stanie dokonać posłowie. Skrót akcji pozwolił twórcom serialu na przedstawienie w ostatnich minutach odcinka potężnej armii, w której okręty Martellów i Tyrellów zgodnie płyną u boku statków z krakenem i smokiem na żaglach. Pomysł wysłania do Daenerys Yary Greyjoy (w miejsce nieobecnego w serialu Victariona) nie był zły, a pozwolił na pokazanie ciekawej relacji między rodzeństwem krakenów. Ostatecznie Theon i Yara przestali ze sobą rywalizować, a zaczęli się wspierać, co wyszło na dobre i samym zainteresowanym i akcji serialu.

danka

 

Na jakiekolwiek sojusze nie mogą liczyć Lannisterowie. Upadek ich domu wydaje się być kwestią czasu, chyba że scenarzyści wyciągną z niebytu odległych krewnych, którzy będą w stanie wesprzeć nową królową Westeros. Cersei Lannister zaliczyła dobry sezon, fani którzy zadawali sobie po sławetnym marszu pytanie o przyszłość Lwicy mogą odetchnąć spokojnie. Wielki Wróbel nie zdołał jej stępić pazurów, a wręcz można rzec iż przyczynił się do doprowadzenia Cersei do punktu, w którym nie ma już nic do stracenia. Lwica już wcześniej nie grzeszyła subtelnością ani nie można było jej posądzić o zbytnią łagodność. Co uczyni teraz, gdy w zasadzie cały świat jest przeciwko niej? Scena koronacji budzi skojarzenia z władcą autorytarnym, wręcz z dyktaturą i podejrzewam że takie właśnie będą rządy kobiety, która mówiła o sobie, że jest jedynym synem Tywina. Jaime Lannister wydaje się mieć na siostrę coraz mniejszy wpływ. Z drugiej strony, im Jaime znajduje się dalej od Cersei, tym jego postać jest ciekawiej prowadzona. W sezonie szóstym najwięcej pokazał pod Riverrun, jego rozmowa z Blackfishem oraz z Brienne to jeden z jaśniejszych punktów sezonu. Wyraz twarzy Jaimego, który po powrocie do stolicy przekonuje się, iż jego ukochana siostra dokonała czynu, jakiemu on starał się zapobiec lata temu, kosztem swego honoru rycerza, sugeruje iż drogi złotych bliźniąt ostatecznie się rozejdą.

Tommen był w tym sezonie zagrany doskonale, Dean Charles Chapman jako władca słaby, podatny na wpływy i manipulację sprawdził się idealnie, podejrzewam że niewielu było fanów, którzy powstrzymali się od werbalnego zachęcania serialowego Tommena do działania (i od wyrażania tęsknoty za tą cholerą, Joffreyem Baratheonem). Wielki Wróbel również zasługuje na odnotowanie, Jonathan Pryce znakomicie pokazał nam fanatyka święcie wierzącego w swoje przekonania i w misję zbawiania świata. Interesujące jest to, że w zasadzie Wielki Wróbel miał rację, jego zarzuty były ze wszech miar słuszne (przynamniej wobec Cersei, zarzuty stawiane Tyrellom były nieco naciągane), ale fani kibicowali Lannisterom i Tyrellom, mając nadzieję iż bohaterom uda się wyjść z opresji. Finał konfliktu stanowił ukoronowanie wielomiesięcznych intryg, a początkowe minuty odcinka dziesiątego, z idealnie dobranym podkładem muzycznym są po prostu cudowne.

 

Do pozostałych lokacji zaglądaliśmy w zasadzie na chwilę. Dorne, koszmar sezonu V, zostało w sezonie szóstym słusznie zredukowane, chociaż rzeź z odcinka pierwszego każe postawić sobie pytanie o celowość zatrudnienia Alexandra Siddiga. Oberyn Martell chociaż pojawił się w opowieści tylko na chwilę zapadł w serca fanów. Niestety nie można tego samego powiedzieć o jego córkach. Chociaż staram się traktować osobno książkę i serial, w tym jednym wypadku uważam, że Martin podał na tacy rozwiązanie klasyczne a przez to sprawdzone. Nie grzesząca intelektem wojowniczka (Obara Sand), sprytna dziewczyna ze zmysłem taktycznym (Nymeria Sand) i niewiniątko wyspecjalizowane w trucicielstwie (Tyene Sand) stanowiło trójcę idealnie ze sobą współpracującą i wzajemnie się wspierającą. W serialu rozegrano to nieco inaczej i obawiam się, że taka a nie inna kreacja Żmijowych Bękarcic przyczyniła się do fatalnego odbioru Dorne.

Na Żelazne Wyspy powrócił Euron Greyjoy, pirat naznaczony rysem szaleństwa, który jeśli choć po części będzie odpowiadał swemu literackiemu pierwowzorowi będzie gotowy na wszystko. Czyją stronę weźmie w konflikcie Lannisterowie – reszta świata? Wizja, w której szalony Euron dogaduje się z równie szaloną Cersei ma w sobie jakiś niepokój, bo jeśli ktoś miałby spalić westeroski świat to właśnie ten duet.

 

Co będzie się działo dalej w sezonie siódmym? Na forum już trwają rozważania, ale opcją najbardziej prawdopodobną jest konflikt Nocny Król kontra reszta świata. Przetną się zapewne drogi Jona Snow i Daenerys, ale czy już w tym sezonie? Z całą sympatią do serialu, logika nie jest najmocniejszą stroną „Gry o tron” więc dedukowanie na jej podstawie jak potoczą się dalsze losy bohaterów jest obarczone sporym ryzykiem.

 

Sezon szósty zapamiętany zostanie jako ten, który wyprzedził książkę, podpowiadając fanom, jak mogą się dalej potoczyć losy książkowych bohaterów. Potwierdzono kilka fanowskich teorii (część pierwsza tutaj, część druga tutaj). Co ważne, w zasadzie ukazując potencjalny rozwój fabuły „Wichrów zimy” serial nie zdradził nic – może poza śmiercią Hodora – czego fani by wcześniej nie wypunktowali w przedsezonowych rozważaniach. W końcu doczekaliśmy się porządnej bitwy, zmagania o Winterfell to kolejny bardzo mocny punkt nie tylko tego sezonu, ale ogólnie całego serialu. Na drugi świat przeniosło się rekordowo dużo bohaterów znanych z imienia i nazwiska: Doran Martell, Areo Hotah, Trystane Martell, Roose Bolton, Walda Bolton i jej małe dziecko, Balon Greyjoy, Alliser Thorne, Olly, Osha, kilkunastu khalów spalonych przez Daenerys, Trójoka Wrona, Hodor, Starszy Brat / Ray (plus anonimowi mieszkańcy jego wioski), Brynden „Blackfish” Tully, Cytryn Cytrynowy Płaszcz, lady Crane, Waif, dwóch dobrych panów z Yunkai, Rickon Stark, olbrzym Wun Weg Wun Dar Wun, Smalljon Umber (plus parę setek poległych w bitwie o Winterfell), Ramsay Snow, Lancel Lannister, Wielki Wróbel, Loras Tyrell, Margaery Tyrell, Mace Tyrell, Kevan Lannister oraz dziesiątki jeśli nie setki przebywające wówczas w Wielkim Sepcie Baleora, wielki maester Pycelle, Tommen Baratheon, Walder Frey oraz jego dwóch synów. O wilkorach Kudłaczu i Lecie nie zapominając. Lista płac zredukowana została zasadniczo, jednym z pytań jakie zadają sobie fani jest to, kto w sezonie szóstym będzie głównym antagonistą. Cersei Lannister, której postać dotychczas była raczej wybielana? Euron Greyjoy? Czy jednak fani będą zgodnie trzymać kciuki za ludzkość, by udało się jej pokonać Innych? O tym przekonamy się w 2017 roku.

 

 

(aw)

 

6 Comments

  1. Możecie mi powiedzieć kiedy Cytryn Cytrynowy Plaszcz umarł?

    • w serialu powieszony przez Berica i spółkę w odcinku ósmym (poza płaszczem miał niewiele wspólnego z książkowym pierwowzorem). W książce żyje i ma się dobrze ;)

      • chwila ale czy oni nie byli w tym samym teamie?

        • w książce byli ;)
          (w serialu Cytryn był dezerterem z Bractwa, który rabował, mordował itp. Przez moment się zastanawiałam czy mu nie wpakowali roli Rorge’a i Kąsacza)

  2. Gdzie mi umknęła śmierć Laty?

    • Zapewne w momencie śmierci Hodora, lato umarł dosłownie pare minut przed naszym HoldTheDoor-em ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>